Byłem na Wschodzie. Takim Wschodzie, o jakim pisze Stasiuk. Takim, na którym idąc po drewno za szopę można znaleźć się już za białoruską granicą. I takim, gdzie żyje się wolniej, patrzy na bociany, wyjada ziemniaki z ogniska, a wartościową walutą jest czas. Dla przyjaciół i bliskich.

Nie pochodzę z wielkiego miasta, a prawie pół życia spędziłem w domu pod lasem. I chociaż wszystko można tam kupić w sklepie to kilka własnych porzeczek, królik od sąsiada, wieprzowe wyroby prosto ze wsi czy choćby jabłka z sadu smakują lepiej. Na Wschodzie jest tak samo tyle, że sklep przyjeżdża pod dom. Kierowca starego Forda Transita otwiera pakę i jeśli nie masz samochodu, by dojechać do większej wsi – to jedyna szansa, by uzupełnić domowe zapasy. Podobno ludzie chcieliby żeby kierowca sprzedawał produkty lepszej jakości, ale on uważa, że drogie nie schodzi. A jak nie schodzi to jemu się to nie opłaca, więc przywozi to, co kosztuje w hurtowni najmniej. I wiecie co? Jest lepsze i smaczniejsze niż z marketu.

Na Wschodzie byłem (byliśmy!) tylko 2 dni. Pełne much i komarów nadbrzeże Buga, gdzie rosną dęby, które najlepiej wyglądają tuż przed zachodem słońca, cztery kajaki, z których tylko nasz wpływał w krzaki, ogniska, schabowe z ogórkami małosolnymi i własnej produkcji sery z koziego mleka. Wróciłem bogatszy w nowe doświadczenia i kilogramy, ale dla tych pierwszych było warto rzadko odchodzić od stołu. Poza tym świat najlepiej poznaje się od kuchni.

Tuttoeniente.pl: Podróż na Wschód

W niedzielę był odpust, więc byliśmy na Mszy. Królowa Podlasia jest na Wschodzie obecna właściwie w każdej wsi i każda z nich przypisuje sobie prawa do swojej własnej Matki Boskiej. Nie w każdej jednak znajduje się kościół, ale niemal wszędzie można spotkać krzyże, świątki i kaplice. Odpust został odprawiony właśnie w jednej z nich. Mały, drewniany budynek z Ołtarzem na zewnątrz, zza którego ksiądz swojsko i prosto nawołuje do nawrócenia. Bez teologicznych wywodów, bez tłumaczenia dogmatów wiary, za to z odrobiną hagiografii i tak, by trafić do wszystkich zebranych na polanie przed kaplicą. Na kocach, rybackich krzesełkach, dziecięcych taboretach i dębowych ławkach, które przynoszono przed Mszą od bladego świtu. A za ogrodzeniem stragany z balonami z helem, petardami, pistoletami na kapiszony, plastikowymi spinkami do włosów i lodami.

Drewniana kaplica Świętej Anny pochodzi z XIX wieku i jest kaplicą cmentarną. Na polanie, na której zebrali się ludzie, wystaje z ziemi kilka krzyży – drewniane wbite w niewielkie wzniesienia i marmurowy obok nagrobka. Podobno kiedyś ktoś zadzwonił z samej Kanady, by potwierdzić dane osoby spoczywającej w jedynej marmurowej mogile. Podobno zbierał materiały do drzewa genealogicznego swojej rodziny, ale po jednym telefonie słuch o nim zaginął. Mogiła stoi tak, jak stała. Kilka lat temu kaplica stanęła w płomieniach, ale cztery wozy strażackie ugasiły pożar. Widać Królowa Podlasia trzyma pieczę nad każdą tamtejszą wsią.

W tej okolicy ujeżdża się też jedne z najdroższych koni na świecie. Stadnina w Janowie Podlaskim to kompleks niemal w pełni samowystarczalny – własne silosy, hodowla krów i… knajpa Pani Basi. Pani Basia jest w Janowie legendą, a jej mała restauracja przyrasta do hotelowego budynku stadniny, do której po konie warte kilka milionów dolarów przyjeżdżają podobno najbogatsi szejkowie z Arabii Saudyjskiej. Na Pani Basi jednak szejkowie z milionami na kontach i własnymi samolotami nie robią dużego wrażenia. Jej knajpka to kilka drewnianych stołów na zewnątrz i okienko z menu wypisanym markerem, przez które można zamawiać posiłki. U Pani Basi królują pierogi, do których zawsze dodaje kompot i surówkę z białej kapusty na occie. Jeśli byłbym szejkiem to przylatywałbym do Polski pod pretekstem kupna konia, tylko po to, by zjeść numer jeden w menu – pierogi janowskie.

Na miejscu popełniłem faux pas i nawet przez myśl nie przeszło mi, by zajrzeć przez barowe okienko i poprosić o przepis. Na szczęście Karolina spytała o farsz, pierogi przypominają nieco klasyczne pierogi ruskie, a gotowy przepis znalazłem u Pani Danusi na Co mi w duszy gra. Pani Danusia jest również wielką fanką pierogów, więc mam oficjalne pozwolenie na przygotowanie wg. jej receptury (Pani Danusiu, dziękuję!).

Pierogi janowskie – przepis (prawie) ze stadniny koni:

PS

Po takim przejedzeniu, Karolina zrobiła dziś pasztet z indyka i cukinii. Mistrzostwo świata.

PS 2

Na trawienie podobno nieźle działa Arancello z pomarańczy. Jutro kupię kilogram.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *